Prince of Persia

Książę ma tych bowiem cztery rodzaje. W zależności od humoru i spaczonej oceny sytuacji może wyprowadzić atak akrobatyczny (wygibasy w stylu poprzedniej trylogii), dobry jako przedłużenie kombosa; może też zdecydować się na przetestowanie oponenckiej tolerancji na wysokość – w końcu rękawica ozdabia nasze przedramię nie bez powodu. Jedno puknięcie w przycisk i wraży żołdak ocenia freski na suficie. W tym momencie najlepiej zorganizować tzw. Strzał Kobietą – oczywiście przy pomocy jedynie jednego ruchu prawego kciuka. Elika podlatuje w powietrze i na parę sekund przemienia swe jestestwo w ogromny ludzki pocisk. Na zwieńczenie ciągu dobrze jest przygrzmocić z Hardego Ciosu. Jest to atak silny, prosty i wysoce skuteczny. Może skończyć się wypchnięciem przeciwnika za arenę (jeśli dobrze sobie radzimy z przestrzenną wyobraźnią).

Ciekawie to brzmi, ale w praktyce walki są niesamowicie nudne. Zrezygnowano z większych bitew z grupami wrogów na rzecz „dopracowanych” pojedynków z pojedynczymi jednostkami. Cóż, ośmielam się mieć odrębne zdanie na temat wybitności tego posunięcia. Starcia potrafią trwać i dziesięć minut a wcale dużo się nie dzieje – unik, kontra, kombos, unik, kontra, kombos. QTE. Kombos. I tak do znudzenia, aż w końcu przeciwnik padnie. Bo trzeba też wspomnieć, że my nie padamy nigdy.

Niezależnie od tego czy wskoczymy w przepaść czy też spadnie na nas rozwścieczony Glut Alchemika – nie ma się co martwić. Elika wiedziona nieomylnym macierzyńskim instynktem zarzuci w naszą stronę swą zgrabną dłoń i szybko wyciągnie z kłopotów. Rozwiązanie to można spostrzegać dwojako. Z jednej strony opowieść nie traci ciągłości. W drugiej części przygód Kratosa (God of War II) ogromny napis „You are dead” wcale nie pomagał we wczuwaniu się w opowieść. Motyw z byciem ratowanym przez księżniczkę i cofnięciu się do poprzedniego checkpointu w praktyce jest dokładnie tym samym co przerwanie rozgrywki jakimś napisem, nie psuje jednak nastroju. Z drugiej strony – jeśli damy się zranić w pojedynku z przeciwnikiem a Elika nas uratuje – daje to oponentowi chwilkę na uleczenie się. Ergo – jeśli jesteśmy nieporadni to możemy już przygotować się na trwające kwadrans nudne starcia. No ale nie można mieć wszystkiego.

Na czystą przyjemność czerpaną z rozrywki nie można z kolei narzekać w sekwencjach akrobatycznych. Książe szparko zasuwa przez skażone rejony królestwa, od pojedynku z bossem do kolejnego pojedynku z bossem. W sekundę po takiej walce Elika oddaje fragment siebie ratując dany poziom od spaczenia, wszystko na nowo pokrywa się trawką i innymi glonami. Wypływają też spod cegieł Ziarna Światła, których w grze spotkamy ni mniej ni więcej jeno równy tysiąc. Aby zdobyć każde jedno musimy posiąść wszystkie z dodatkowych umiejętności oferowanych przez Elikę. A te odblokowujemy poprzez zbieranie dostępnych w konwencjonalny sposób ziaren. Perpetuum mobile!

Owe umiejętności to aktywowane poprzez wdrapanie się na ogromny panel wspomagacze logistyczne. Mówiąc po ludzku możemy dzięki nim latać, super-skakać, biegać po sufitach i uprawiać inne, tym podobne zabawy zwykłych szarych ludzi.

Te niecodzienne sekwencje wykonano w dziwny, psychodeliczny sposób. Szalejące kolory, porąbana perspektywa i jakieś tunele przyprawiające ostoje spokoju o atak epilepsji. Normalne skakanie i wspinanie zaś rozwiązano „po normalnemu”– stosując silnik z poprzedniej wielkiej gry Ubisoftu – Assassin’s Creed. Wprawne oko zauważy pewne charakterystyczne animacje od razu (zatrzymanie postaci na wąskiej belce – stuprocentowy Altair :), wszyscy zaś będą zachwyceni płynnością ruchów postaci. Z uśmiechem patrzy się też na kooperację księcia i księżniczki – ich wspólne ruchy są niesamowite.

Zmian w kontekście poprzedniej sagi jest od groma. Nie spotkamy wyścigów z czasem w takiej formie jak to było nagminne jeszcze w Piaskach Czasu. Walki skierowano do o wiele mniej wymagających Graczy niż wielu z nas. Ciężko podsumować te zabiegi jednym słowem. Lepsze? Gorsze? Na tę chwilę powstrzymam się do dyplomatycznego: po prostu inne. Oczywiście najlepiej przekonać się samemu czym tak właściwie nowy Prince of Persia jest. Ja zaś mogę Was tylko do tej próby zachęcić. Oczekujcie durnowatej, nietrudnej i bardzo ładnej bajki a nie zawiedziecie się ani trochę.

Jeden komentarz

  1. Gra niesamowicie łatwa, nudna, monotonna, nie da się umrzeć, biegasz pół godziny żeby zabić 1 wroga, jest pozbawiona akcji, zaskoczenia, dynamiki, mimo widowiskowości walk, ale ma świetny klimat którym się nie pocieszycie bo skończycie grać z nudów. Najlepszą częścią była dusza wojownika

    Marek

Możliwość komentowania jest wyłączona.