Muzyka w grach

Pierwszy odcinek tego cyklicznego felietonu chciałbym poświęcić jednej z najbardziej rozpoznawalnych ścieżek dźwiękowych w historii całej branży. Mowa o dziele, z którego wiele piosenek chce się gwizdać po jednorazowym usłyszeniu, które sprzedało się zewnętrznie w kilku milionach egzemplarzy i które ilustrowało jedną z najpiękniejszych i najpopularniejszych opowieści w historii.

Mowa o oprawie dźwiękowej Final Fantasy VII, dzieła Nobuo Uematsu.

Teraz, gdy ucichł aplauz, na spokojnie możemy sobie przypomnieć jak ogromnym projektem było w czasach pierwszego PlayStation przygotowanie tak rozległej i dobrej jakościowo muzyki. Nobuo używał najczęściej surowego midi generowanego przez wewnętrzny chip dźwiękowy zaimplementowany w konsoli; nie stronił jednakże od bardziej wymagających metod przetwarzania dźwięku. Udała mu się tym samym jedna z pierwszych ścieżek dźwiękowych do gry wideo, która oferowała tak wiele brzmień nie będących jedynie ciągiem różnej wysokości pisków. Jak to przyznał sam kompozytor, muzyka z siódmego Finala jest bardzo realistyczna. Pozwoliło to każdemu z nas na jeszcze głębsze wniknięcie w przeżywaną opowieść.

Popularność gry wymusiła na Square wydanie całości soundtracku w zewnętrznym, czterodyskowym secie, który przez kilka tygodni był najlepiej sprzedającym się w Japonii wydawnictwem w ogóle. W celu wskrzeszenia sprzedaży po latach wydano dwa spin-offy – „Reunion Tracks” z wybranymi przez konsumentów piosenkami (trzy nowe wersje included) oraz – o wiele ciekawsza pozycja -, „Piano Collections”. Tej drugiej płytki dzisiaj się już praktycznie nie zdobędzie, ale warto próbować. Jest to kompilacja najpopularniejszych utworów z muzyki do Final Fantasy VII zagrana przez Seiji’ego Hondę (aranżacja: Shiro Hamaguchi) na fortepianie. Nagranie okazało się być bardzo dopracowane i po swojej premierze cieszyło się popularnością nie tylko wśród nerdów-otaku, lecz także wśród koneserów muzyki klasycznej. Polecam bardzo!

Parę kawałków (głównie Bombing Mission) użyto także w różnego rodzaju grach pochodnych (Dissidia, Crisis Core) oraz w innych projektach Kwadratowych – np. w Kingdom Hearts. Kolejna cegiełka do argumentu o powszechności ich przekazu.

Melodie takie jak One-Winged Angel (nazywana największym wkładem Uematsu w cały świat Final Fantasy), Aeris’ Theme (ulubiony temat muzyczny fanów serii) lub też Tifa’s Theme (uważana przez wielu za najbardziej klimatyczną) są często remiksowane i grane przez muzyków aż po dziś dzień. Utwory te są też używane przez wielu domorosłych wannabies jako temat ich broadcastu wrzucanego potem na YouTube albo MetaCafe.

Fascynują one i hipnotyzują przez zestaw cech, które są niezmiernie rzadkie w utworach, a tak przecież ważne, by móc nazwać melodię „tą genialną”. Wszystko co Nobuo skomponował na potrzeby największego z dzieł Square jest ponadczasowe – opowiada bardzo jasną opowieść samymi nutami, bez jednego chociażby słowa. Co ważniejsze jednak – są to utwory nagrane po raz pierwszy przy użyciu bardzo charakterystycznych brzmień, a napisane w sposób, który pozwala je w dowolnej epoce i aranżacji zagrać bez uszczerbku dla przesłania. Najlepszym przykładem takiej konstrukcji jest wspomniany już Tifa’s Theme. Spokojna i kojąca melodia – w grze została odtworzona przy pomocy śmiesznych dźwięków niskiej jakości syntezatora, w Piano Collections zaś jest sztuką sama w sobie. Dostojny, bardzo klimatyczny utwór może spokojnie stawać w szranki z twórczością Maxa Richtera (prawdopodobnym jest, iż nie trafię dokładnie w tę samą atmosferę, lecz polecam jako pochodną tematu kompozycję H in New England) bądź podobnych mu wykonawców. W urzekająco prosty sposób przekazuje nam nadzieję, tęsknotę, wahanie i odnajdywanie swojego własnego cichego miejsca. A geniusz kompozycji przejawia się dopiero gdy szczerze przyznamy – obie wersje potrafią urzec w tym samym stopniu. Jedna będąca muzyką stricte, druga brzmiąca jak wczesne Atari.

Dokładnie w ten sam sposób można na długie strony rozpisać się o każdej pozycji ze ścieżki dźwiękowej do Final Fantasy VII. Aeris’ Theme – pożegnanie i wspomnienie ostatnich pięknych wspólnych chwil, delikatny taniec na kruchej powierzchni szkła życia. Cinco De Chocobo o durnowatej aranżacji – przywodzący od razu na myśl maszerującego z tornistrem bezzębnego przedszkolaka lub – no właśnie – kurczakopodobne stworzenie o niecodziennym pomyśle na życie. Albo w końcu One Winged Angel – dziwna, chora melodia nie pozwalająca nawet na chwilę poczuć się swobodnie lub komfortowo. Utwór o takiej budowie jest bardzo trudny do skomponowania, udaje się tylko najlepszym (powiązane: Initiation – Tommy Emmanuel).

Można pisać wiele o muzyce, która wyszła spod zręcznych palców Nobuo. Można pisać na długie strony, lecz jest prostsze wyjście. Niech każdy z Was skupi się na swojej ulubionej melodii z Final Fantasy VII i pomyśli co przywodzi mu ona na myśl. Obiecuję, że znajdziecie traktat o wiele dłuższy niż niejeden z publikowanych na Gemono! tekstów.

Chociaż seria Final Fantasy świętowała muzyczne sukcesy wielokrotnie (Suteki Da Ne, Eyes On Me na ten przykład, bardzo cenione i dopracowane aranżacje do dzisiaj znajdowane na wielu zestawieniach w stylu Top Songs Of Video Games) to jedynie część siódma została pokochana przez Graczy aż w takim stopniu. Bardzo wielu z nas uznaje ten tytuł za bardzo sobie bliski, czuje wielki sentyment do chwil przy nim spędzonych. I właśnie gdy nachodzą nas takie wspomnieniowe myśli najlepiej jest siąść sobie z czymś ciepłym, odpalić zakurzoną ścieżkę dźwiękową (którą dzisiaj można znaleźć legalnie w wielu miejscach w Internecie!) i po prostu sobie powspominać.