inFamous

Jak to mawiał wujek Ben „z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność”. Cole posiadł „wielką moc”? Owszem. Czy na jego barkach spoczywa od tego momentu ciężki kamulec z napisem „odpowiedzialność”? Zdecydowanie.

W rogu ekranu cały czas wyświetlony jest wskaźnik pokazujący, którą ścieżką podążamy: zła czy dobra. Jeśli użyjemy wyładowań elektrycznych w celu reanimowania postrzelonego przez nikczemników przechodnia, wskazówka przechyli się w stronę jaśniejszej pierścienia. Oczywiście nad mieszkańcami Empire możemy się też znęcać, smażąc im stópki i zabijając ich ojców. Ważny jest także sposób wykańczania przeciwników. Gracze o sercach ze złota pewnie tylko zepną ich w elektryczne kajdany (a’la Spider-Man!), podczas gdy największe łotry wykończą każdego wroga efektowną, naładowaną elektrycznością fangą w nos.

Takie uczynki lekko tylko zmienią naszą reputację, ważniejsze są tak zwane „Karma Moments”. Mowa o krytycznych sytuacjach, w których zadecydujemy o losach wielu ludzi. Twórcy za przykład podają dwa sposoby rozwiązania problemu bandytów strzegących zapasów żywności. Można zaatakować ich od tyłu i samodzielnie, tym samym będąc pewnym, że postronni przechodnie nie ucierpią w potyczce. Prawdziwego bydlaka jednak zadowoli tylko i wyłącznie szturm od przodu, po podjudzeniu mieszkańców miasta do włączenia się do potyczki. Na koniec zostaje pytanie „co zrobić ze zdobytą żywnością” – możemy ją oddać biednym, albo zachapać wszystko dla siebie.

Jeśli za bardzo oddalimy się w od granicy między dobrem a złem zmieni nam się kolor HUDa, a mijani ludzie spojrzą na nas pod zupełnie innym kątem (oczywiste przywitanie uśmiechami i wiwatami/ucieczka i rzucanie kamieniami). Do tego dochodzą jeszcze umiejętności zarezerwowane dla konkretnego charakteru. Mimo, że różnice są niewielkie, dobrze pozwalają odróżnić prawość od niecności. W czym pomogą jeszcze drobne zmiany w wyglądzie Cole’a.

Gra ma bardzo komiksowy charakter, fabuła została opowiedziana za pomocą rysunkowych cut-scenek przypominających Metal Gear Solid: Digital Graphic Novel czy też Portable Ops. Mam nadzieję, że historia okaże się ciekawa i zachęci mnie do przemierzania Empire City. Problemem inFamous może być monotonia trapiąca praktycznie wszystkie free-roamingowe gry, jednak walka i akrobacje przy użyciu supermocy Cole’a wyglądają bardzo efektownie i dynamicznie, więc może nie wyjdzie to źle.

Póki co trzymam kciuki i czekam do premiery, która odbędzie się już w maju tego roku. Możecie spodziewać się obfitej recenzji. Serdecznie zapraszamy też do naszej galerii z obrazkami z gry!

2 komentarze

  1. Jakoś ta gra mnie nie ciekawiła i nadal nie ciekawi. Kradziej ja myślałem że Ci się tacy bohaterowie podobają, tacy bez jaj, bezpłciowi i lalusiowaci, czego to sie człowiek nie dowiaduje

    Jarek

Możliwość komentowania jest wyłączona.