Felieton o Baldur’s Gate 2

Skoro jesteśmy przy dialogach, należałoby wspomnieć o polonizacji. Podsumować ją można jednym zdaniem – momentami lepsza od oryginału. Krzysztof Kolberger kładzie anglojęzycznego Irenicusa na łopatki – szorstkiego, acz bezbarwnego magika zastąpiono w polskiej wersji gościem, który potrafi w pojedynczą sylabę wlać więcej pogardy, znudzenia, ironii, groźby i przerażającej obojętności niż większość czarnych charakterów osiąga przez całe życie. Magia. Podobnie Minsc ze zwykłego prymitywa przekształcił się w naszej krajowej edycji w prymitywa niesamowicie sympatycznego i pozytywnego. To samo z większością innych postaci. I jak tu być przeciwnikiem dubbingu?

No i w ramach bonusu – mój ulubiony cytat z naszego niezastąpionego Gadającego Miecza Lilarcora – „A to za babcię która zawsze mówiła, że nie zostanę niczym więcej, tylko nożem do masła!”

IX – BĘDZIESZ MIAŁ SMACZKI SCHOWANE NA KAŻDYM KROKU

czyli czemu Ufnal cieszy japę jak w to gra.

Zauważyliście, że w dużej części klasycznych gier, tak jak w większości dobrych filmów, poukrywane są rozmaite aluzje do innych dzieł, kpiny z popkultury i inne „easter eggs”? Czy będą to superczołgi uruchamiane kodami w Age of Empires, misje nawiązujące do klasyki kina w serii GTA czy sceny z Monty Pythonów i „Autostopem przez Galaktykę” w Falloucie 2 – gierki z odbiorcą i umiejętne puszczanie doń oka to charakterystyczna cecha prawdziwych dzieł sztuki. Nie inaczej mają się sprawy z naszym ukochanym Baldursem. Omówienie wszystkich dowcipów i smaczków wplecionych w świat gry mija się oczywiście z celem – po pierwsze, zajęłoby to jeszcze ze trzy edycje GemonOLDa, po drugie zaś – odbierałoby radochę z samodzielnego ich odkrywania tym czytelnikom, którzy nie mieli jeszcze okazji obcować z dziećmi Bhaala. Ograniczę się więc do ogólnego zarysowania kwestii.

Przemierzając okolice Athkatli z pewnością traficie do wioski na Wzgórzach Umar. Quest, przynajmniej z pozoru, dość standardowy – coś (lub grupa cosiów) zabija mieszkańców wioski. Niektórzy uważają, że winne są wilki, inni – że to przybyła niedawno w te okolice grupa ogrów i podobnych stworów jest przyczyną całego zamieszania. Istnieje też jednak stronnictwo twierdzące, że za tajemnicze zniknięcia odpowiada legendarna Wiedźma z Umar, która miała ponoć przed wiekami zamieszkiwać okoliczne lasy. Miejscowy karczmarz, propagator tej ostatniej teorii, wręcza naszym bohaterom dziennik z wyprawy trójki młodych magów, którzy postanowili zbadać porastające Wzgórza Umar puszcze. W jednym z ostatnich wpisów przywódczyni wyprawy przeprasza rodziny swoich przyjaciół za to, że sprowadziła na nich tak koszmarny los… Czy komuś coś świta? [A dla dodatkowego ubawu polecam spenetrować skrzynię na zapleczu wzmiankowanej karczmy…]

Wędrując po zachodniej części Dzielnicy Cmentarnej można napotkać easter egga nieco innego rodzaju – w postaci bójki pomiędzy dwójką mieszczan (z czego jeden zwie się „Wuj Lester”, a drugi jest jego bratankiem czy innym siostrzeńcem) w obecności spitego jak bela kapłana Talosa. Co w tym takiego zabawnego?